Sobotni mecz Sarmaty z Energetykiem Gryfino rozgrywany przy prawie pełnej trybunie kibiców, pozostawił u nich pewien niedosyt. Niedosyt wynikł z faktu, że drużyna Sarmaty, szczególnie w drugiej połowie grając z silnym wiatrem, miała przewagę i powinna ten mecz spokojnie wygrać. Energetyk Gryfino aktualny lider i główny kandydat do awansu (od 1973 roku gra nieprzerwanie na przemian w III i IV lidze, z wyłączeniem sezonów 2002 – 2004 gdy grał w V lidze) postawił bardzo wysoko piłkarską poprzeczkę, przez co liczni kibice przez cały mecz byli świadkami emocjonującego widowiska. Grający z wiatrem w pierwszej połowie piłkarze Energetyka pierwszą bramkę zdobyli w 39' meczu, gdy piłkarze Sarmaty pogubili się w grze obronnej i doświadczony Rafał Komar wykorzystał doskonałe dośrodkowanie z prawej strony swojego kolegi z drużyny. Druga połowa od początku przebiegała pod dyktando Sarmaty jednak wyrównującą bramkę udało się strzelić dopiero w 70' meczu, gdy po precyzyjnych podaniach zawodników Sarmaty, Krzysztof Szkup przerzucił piłkę na lewą stronę boiska do Wojciecha Guźniczaka, który strzałem głową uzyskał wyrównanie. I chociaż zdobyta bramka mocno podrażniła ambicję lidera i w końcówce mocno próbował zdobyć zwycięską bramkę, to uważna gra Sarmaty mu na to nie pozwoliła.
Mamy zaszczyt poinformować Państwa, iż oficjalny serwis internetowy oraz "fanpage" (facebook) M-G LKS Sarmata Dobra objął patronat medialny nad "Majowym Piknikiem Dobroczynnym". W związku z tym ponawiamy nasz "facebookowy" apel, aby namawiali Państwo swoje rodziny i znajomych do przybycia 12 maja br. na Stadion Miejski w Dobrej. Impreza z rozbudowanym programem, skierowana jest do wszystkich, którzy chcą pomóc ciężko chorym mieszkankom Dobropola (gm. Dobra) - Weronice (4 latka) i Sylwii (5 latek). Podczas tego wyjątkowego dnia, wszyscy uczestnicy będą mogli wziąć w akcjach dobroczynnych, które zostaną przeprowadzone przed, jak i po meczu Sarmata vs Energetyk. Program na plakacie.
W XXIV kolejce Sarmata Dobra przegrał przed własną publicznością z zachowującą szanse awansu do wyższej ligi wolińską Vinetą 2-4. Rozpędzona Vineta po wygranej 6-1 ze Sławą Sławno nie przebierała w środkach i już w 2’ wyszła na prowadzenie w Dobrej (Adam Nagórski). Chwilę później mogło już być 0-2, gdy po prawostronnym rajdzie „Wyspiarzy” obrońca miejscowych wybił piłkę wślizgiem przy okazji wywracając Wolinianina. Sędzia zadecydował o rzucie karnym, którego goście przestrzelili tuż przy słupku. Gdy wydawało się, ze gospodarze się pozbierają, to przyjezdni ponownie przycisnęli i A. Nagórski w 20’ podwyższył na dwubramkowe prowadzenie. 5 minut przed przerwą, wiary w serca kibiców wlał Krzysztof Szkup, który wykorzystał wrzutkę Wojtka Guźniczaka i zdobył bramkę kontaktową na 1-2. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy, gdy gospodarze byli już myślami w szatni, ponownie dał o sobie znać Adam Nagórski, kompletując swojego hattricka. W drugiej połowie gra się zaostrzyła, przez co Sędzia główny miał pełne ręce roboty, i czasami mogło się wydawać, że się „nie wyrabiał” wobec sprytnych fauli, a czasem zwykłych symulacji. Goście, co zrozumiałe przy korzystnym wyniku swoje poczynania oparli na szybkich kontrach. Napór Sarmatów przyniósł rezultat w 63’. Swoją pierwszą bramkę efektownym wolejem zdobył na 2-3 Piotr Klęczar, dając tym samym kolejną już w tym meczu nadzieję na choćby punkt.
W meczu XXIII kolejki IV ligi zachodniopomorskiej czaplinecki Lech tradycyjnie podzielił się punktami z doberskim Sarmatą. Piękne bramki dla Sarmaty po słabym meczu obu drużyn: w 7' Emilian Kamiński po efektownym zwodzie w którym „nabrał” dwóch obrońców Lecha strzałem z ok. 18 m tuż przy prawym słupku uzyskał dla Sarmaty prowadzenie. Przełomowy moment nastąpił w 11' gdy do prostopadłej piłki wystartował bramkarz Tomasz Dżegan (bardzo dobrze spisujący się w wiosennych meczach Sarmaty) i gdy miał już piłkę w rękach wpadł na niego napastnik Lecha Marcin Tomczak. Skończyło się interwencją karetki pogotowia, obaj „wylądowali” w szpitalu w Drawsku Pom. , Dżegan z obrażeniami prawej nogi (bez złamań) Tomczak z obrażeniami nosa (nie znam szczegółów). Trwająca 15 minut przerwa w grze na tyle wybiła z rytmu gości, że w ciągu 6 minut, stracili dwie bramki w 14' po karnym za zagranie ręką obrońcy i w 17' w zamieszaniu podbramkowym. Mimo przewagi w polu Sarmaty na efekt bramkowy trzeba było czekać aż do 64' gdy Krzysztof Szkup po krótkim rajdzie lewą stroną zacentrował idealnie do Wojciecha Guźniczaka, który silnym strzałem z woleja po „długim rogu” uzyskał wyrównanie.
W sobotnim meczu o mistrzostwo IV ligi zachodniopomorskiejSarmata Dobra przegrał swój pierwszy mecz w rundzie wiosennej. Porażka tym bardziej boli, że przeciwnik Sarmaty drużyna Kluczevii Stargard wiosną spisywała się gorzej od Sarmaty a zwycięską bramkę zdobyła w samej końcówce meczu w doliczonym czasie gry. Mimo porażki Sarmata utrzymał swoją pozycję w tabeli, gdyż prawie wszystkie drużyny plasujące się w tabeli za Sarmatą solidarnie poprzegrywały swoje mecze.
14 kwietnia na Stadionie Miejskim w Wałczu w bezpośrednim pojedynku spotkały się dwie drużyny środka tabeli. Orzeł Wałcz po raz pierwszy w historii podejmował na swoim boisku niepokonanego dotychczas w rundzie wiosennej doberskiego Sarmatę. I to zawodnicy Sarmaty od samego początku meczu byli stroną bardziej aktywną lecz, aż do 30' nie udało im się zbudować klarownej sytuacji do strzelenia bramki. W 30' Wojciech Bonifrowski przypomniał swoje najlepsze lata snajperskie i precyzyjnym strzałem tuż przy słupku z linii pola karnego wyprowadził Sarmatę na prowadzenie. Stracona bramka mocno pobudziła zawodników Orła i w 38' Damian Krzyżaniak po błędzie obrońców Sarmaty pokonał bramkarza Sarmaty Tomasza Dżegana i ustalił wynik pierwszej połowy na 1:1. Druga połowa meczu rozpoczęła się od mocnej ofensywy piłkarzy Sarmaty. W 54' bardzo aktywny tego dnia Wojciech Bonifrowski został „podcięty” przez obrońcę gospodarzy i sędzia meczu Dariusz Królikowski podyktował dla Sarmaty „11”. Wykonał ją pewnym strzałem Piotr Grochulski i Sarmata ponownie tego dnia wyszedł na prowadzenie.
"Nie udało się to najpierw Sosinowi, który nogą trafił w poprzeczkę, a następnie Nicińskiemu, który głową także trafił... w poprzeczkę" - Andrzej Szeląg